![]() foto: Tit Brecelj |
GREGOR PODLOGAR - ur. 1974 w Lublanie. Poeta, 1998 wydał tomik "Nasledstvo" ("Spuścizna") współpracuje z radio Lublana jako recenzent literacki, ostatnio pracuje nad dysertacją z dziedziny filozofii. W roku 2000 ma się ukazać jego drugi tomik wierszy. |
Dwudziesty sierpnia
Dziś jest cichy poniedziałek.
Kolumny mgły podróżują z ludźmi w złym nastroju.
Ściany biur oddychają z nimi tym samym powietrzem,
dzielą te same uczucia, te same myśli.
Dzisiaj wszystkie rzeczy traktuję jak dziecko.
Ciągle piszę ołówkiem,
ciągle szaleję na rowerze,
by jeszcze na chwilę uciec życiu.
Dziś rozumiem, że wiek zamknął się
jak pokrywa kanalizacji. Informacje są puste.
Ludzie nie mądrzejsi. Polityka nie umrze.
Nic po nas nie zostanie prócz blablania.
Dziś robotnicy znów rozkopali drogę.
Chyba szukają złota. Ogromny dół,
wykopany w gruzie przypomina
wejście do groty z kamiennej doby. Jaka radość.
Świtanie wiosny
Już długo nie pisałem, nie mogłem.
Język nie pozwolił mi na działanie, teraz mnie zmusza.
Rzeczy znów mnie zmieniają.
Pobieżnie przypominam sobie, że wczoraj
długo graliśmy na piasku w piłkę nożną.
Kiedy skończyliśmy, cali byliśmy brudni,
czarni od kurzu, jak pijani, weseli górnicy.
Nie śpię już drugą noc. Bolą mnie oczy.
Sam stoję na progu dnia. Na stole chleb
odkrywa atmosferę domu, spokój jednoczy się z niepokojem.
Listonosz już przynosi ciepły, świeży dzień.
Filiżanka herbaty czeka na mnie, tylko na mnie.
Zbliżają się grube chmury,
tym razem w formie snu, snów, szczęścia.
Dzień i noc
Znów nowy dzień, znów dźwięki upojnego regge, znów słońce,
znów wycie syren pogotowia, policji, straży pożarnej,
znów wiosna, pączkowanie, okopywanie, igranie z uczuciami,
znów nad rzeką siadają wariaci, siadają i rozmawiają,
znów piwo, piłka nożna, polityka, kobiety,
znów urazy, podkładanie, rywalizacja,
znów szaleństwo nad chmurami i pełno powietrza w nozdrzach,
znów samotność i znów miłość,
znów w telewizji murzyni w limuzynach śpiewają o przemocy,
znów wymądrzają się psy ideologii i to mi przeszkadza,
znów bez litości, bez boga, bez siebie,
znów zabraknie czasu na ...
znów za krótki czas pracy, długie łażenie,
znów papierosy, pulsowanie neonów, znów porozumiewawcze spojrzenia,
znów pusta skrzynka na listy, trzepot wypranej bielizny na sznurku, znów wiatr,
znów za dużo rachunków, za mało honorariów,
znów niedługo spotkam przyjaciół i będziemy się śmiać,
znów koty jęczą jak kalekie dzieci i jest im dobrze,
znów dni są długie, zielone płonie i śpiewają ptaki
znów kruszy się wielkość, przyciska historia,
znów gładko ogolone twarze, przebrane słowa, drogie ubranie,
znów nowe zabawy, podróże, rozmowy telefoniczne,
znów czytanie, rozmyślanie, siedzenie, milczenie,
znów będzie trzeba do pracy, na wakacje do miast i lasów,
znów wojna, gniew, głód, niepokój i jestem bezsilny,
znów zielona herbata, japońska porcelana i błękit nieba,
znów drzewa w swojej ciszy, gwar ulicy, samochody, rowery,
znów nadwerężanie gardeł na stadionach, opary alkoholu, pięści,
znów trzęsie się ziemia na wschodzie, znów strzelają ludzi na zachodzie,
znów piękna kobieta, przystojny mężczyzna, ładny krajobraz,
znów zorza, księżyc w nowiu, spokój, znów nadejście nocy,
znów troski, ból i obszary wieczności,
znów sylwetki w rozjaśnionych pokojach, cienie, migotanie ekranów,
znów wpadam w krzyk ziemi, znów ciemność.
Lublana, kwiecień 2000
Echo
Była zima, koniec dwudziestego wieku,
gdzieś w Azji, na zachód od smutku,
nakreślone na mapie moich spojrzeń.
Godziny odpływały do starodawnych świątyń,
i tam spotykały się z moją nieobecnością.
Nic więcej nie mogłem już powiedzieć.
Nie pamiętam ani miejsca,
zbyt wiele było otwartych przestrzeni,
zbyt wiele podróży kierowanych uczuciem oddalenia.
Sny odeszły wraz z psami włóczęgami.
Nie było nikogo, kto mógłby wspiąć się
na mój próg miłości, mój próg samotności.
Pamiętam jedynie twój głos
ze starej słuchawki, echa,
które przez kable przeniosła pustynia.
Przełożyła Agnieszka Będkowska-Kopczyk